Misz, gdzie jesteś?-cz.2


Witajcie moi drodzy w Nowym Roku 2019. Czy wiecie, że rok ten oficjalnie jest rokiem matematyki, a ja postaram się pogodzić naukę na uczelni z pisaniem dla Was? Już dziś długo wyczekiwany, kolejny pełen zdumiewających akcji odcinek naszej rudej bohaterki. Zapraszam do lektury i komentowania.


Wiatr rozwiewał moje cienkie, rude włosy. Czułam w każdym powiewie, jak rosnę w siłę. Każde pasmo wzmocniło się od wewnątrz. Na policzkach poczułam rumieńce, które od porannego słońca przybrały szkarłatną barwę. W sumie nawet pasowały do mojej fryzury, jeśli w ogóle mogłabym nazwać te rozwichrzone kosmyki ,fryzurą’. Spojrzałam kątem oka na zegarek. Wybiła 7.45.

-Mam jeszcze piętnaście minut-wyszeptałam, odruchowo poprawiając nie wyprasowaną koszulę, która teraz była starannie wciśnięta do dżinsów. Teraz, zależało mi tylko, aby jak najszybciej dostać się do szkoły, oddalonej od mojego domu jakieś 40km. Pomimo mojej obojętności do nauczycieli i tych ,zeschizowanych’ dzieciaków lubiłam nawet ten budynek, otoczony plątaniną wybujałego żywopłotu. Często siadywałam na zimnych, pokrytych marmurem schodach wgryzając się w bułkę z serem, która jak zwykle bywała wyśmienita. Patrzyłam się na tworzące się koło mnie grupki młodzieży szkolnej, które raz po raz spoglądały na mnie, nerwowo szepcąc coś do ucha sąsiada. Nie powiem że mnie to nie irytowało, bo bym skłamała. Ha, nawet mało, wkurzało mnie to, że uważają mnie za dziwaka, ale na to akurat nic nie mogłam poradzić, bo co mogła Misz przeciwko zgrai zbuntowanych dzieciaków. Taki już mój los. Na szczęście jedynymi osobami, które starały się nie okazywać mi obojętności, nie dokuczały mi i nawet rozmawiały ze mną-byli chłopcy z III LO nie wiem, co bym bez nich zrobiła. To z nimi spędzałam każdy poranek i resztę tych nudnych przerw, wypełnionych nostalgią. Zawsze prosili mnie, abym zagrała z nimi w piłkę nożną. Niby byłam dziewczyną, ale po ostatnim meczu, kiedy drużynie Orłów, daliśmy kopa nie powiem gdzie, wkupiłam się w łaski i odtąd mogę z dumą powiedzieć, że wiedzie mi się całkiem nieźle, nie licząc zdartych kolan i umorusanej koszuli w błocie podczas każdego z tych meczów. Po skończonej grze zawsze posilaliśmy się bułkami zapijając zimną oranżadą. Może to i nie zdrowo, ale czy Misz dba o linię? Phi, nie zamierzam się upodobnić do którejś z tych wytapetowanych lal z mojej klasy. Taka jestem i już. Jeśli komu nie pasuje to niech spada prostować banany w tropikach i tyle. Nauczyciele zresztą nie byli lepsi od uczniów. Zawsze przyglądali mi się z lekką kpiną, jakby chcieli powiedzieć: Co ta Misz znowu zmalowała? Nie byłam prymuską, ale też nie jechałam na dwójach. Ot po prostu średniak ze mnie. We wszystkim średnia. Czasem przybija mnie to, że nie mogę w czymś być albo najlepsza, albo najgorsza. Może i to dobrze, ale w sumie co to za życie. Nie no broń Boże, nie myślcie, że to jakieś moje myśli samobójcze, bo aczkolwiek tak nie jest. Zresztą po co zamartwiać psychologów, taką przeciętną dziewczyną. Nawet mama przygląda mi się z dezaprobatą. I co ja mogę na to poradzić taka jestem i już, ale i tak ją kocham. Zresztą po co ja tak się nad tym wszystkim rozwodzę, jak zostało mi tylko pięć minut do dzwonka, a do przejechania jeszcze parę kilometrów. Czuję się jak w transie. Domy, drzewa, dzieciaki wszystko mija…

Nagle poczułam przerażający świst. Coś mocno uderzało w mojego BMX-a. Poczułam ostry ból w nogach, plecach, klatce. Chyba upadłam na pobocze. Co ja mówię upadłam? Zostałam wyrzucona siłą rzeczy do pobliskiego rowu znajdującego się przy głównej trasie. Straciłam przytomność. Właściwie nie wiem, co się ze mną działo, gdy usłyszałam nad sobą stłumione glosy.

-Ona żyje?- usłyszałam ochrypły niski glos mężczyzny.

-Coś pan zrobił? Patrz, Pan jak jeździsz. Komórka, gdzie ona? Pogotowie…- zaczęli coś dalej mówić, ale ich głosy zmieszały się. Wszystko kotłowało. Ból narastał. A ja straciłam kontakt z rzeczywistością. Czułam. Widziałam tylko ciemność, otaczającą mnie z każdej strony.

-Misz, gdzie jesteś?- usłyszałam narastające pytanie, które z każdą sekundą nie dawało mi spokoju. Ciąg dalszy już wkrótce…

 

5 myśli na temat “Misz, gdzie jesteś?-cz.2

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: